Rządy prawa, nie rządy polityki – polska perspektywa na najbardziej kontrowersyjne sprawy sądowe

Rządy prawa, nie rządy polityki – polska perspektywa na najbardziej kontrowersyjne sprawy sądowe

Joelle Grogan przygląda się z polskiej perspektywy wyrokowi Sądu Najwyższego Wielkiej Brytanii w sprawie Cherry przeciwko Miller No 2, który dotyczy rządowej próby prorogacji Parlamentu. Przekonuje, że krytyka sądu jako "zbyt politycznego" jest nietrafiona, a jego decyzja stoi na straży rządów prawa i potwierdza zasadę, że Parlament jest w centrum brytyjskiej konstytucji. Co to jest zasada rządów w prawie, a nie tylko w polityce? Przeanalizujmy jeden głośny przypadek.

W dniu 24 września 2019 r., zaledwie dwa tygodnie po kontrowersyjnej prorogacji parlamentu przez premiera Borisa Johnsona, brytyjski Sąd Pierwszej Instancji wydał jednogłośny wyrok, stwierdzając, że taka prorogacja była "bezprawna, nieważna i nieskuteczna". Parlament nie został i nigdy nie został rozwiązany. Jest jednak mało prawdopodobne, by na tym zakończyło się takie kwestionowanie podstaw konstytucji, a w szczególności granic władzy wykonawczej.

Wyrok w sprawie Cherry przeciwko Miller (nr 2)

W kwestii uzasadnienia Trybunał uznał, że jest związany precedensem i Konstytucją w celu określenia granic wykonywania legalnej władzy. Sąd Najwyższy powtórzył swoje wielowiekowe uprawnienia nadzorcze, jakie posiada nad legalnością aktów rządowych. Określając granice wykonywania władzy wykonawczej, Trybunał oparł się na dwóch podstawowych zasadach suwerenności parlamentarnej i odpowiedzialności parlamentarnej. Suwerenność parlamentarna była przekonująco interpretowana jako oznaczająca nie tylko akty Parlamentu (jak to było ortodoksyjne rozumienie za czasów A. V. Diceya), ale także działania Parlamentu. Nawet Sąd Najwyższy potwierdził, że rola parlamentu - obrady, debaty, stanowienie prawa - jest tym, co leży u podstaw władzy w (nieskodyfikowanej) konstytucji Wielkiej Brytanii.

Sąd Najwyższy uznał, że korzystanie z uprawnienia do prorogowania bez odpowiedniego uzasadnienia w celu udaremnienia lub uniemożliwienia Parlamentowi wykonywania jego konstytucyjnych funkcji jako organu ustawodawczego i nadzorczego władzy wykonawczej jest niezgodne z prawem. Rząd nie przedstawił żadnego, a tym bardziej uzasadnionego powodu tak długiej prorogacji, która została uznana za niezgodną z prawem ze względu na zakres jej szkodliwych skutków konstytucyjnych. Ponieważ poradę uznano za niezgodną z prawem i wykraczającą poza uprawnienia premiera, została ona unieważniona. Trybunał uznał również Order in Council, inaczej rozumiany po prostu jako wykonanie władzy królowej, za równie bezprawny, nieważny i nieskuteczny - "czystą kartkę papieru" [ust. 69]. Parlament nie został prorogowany i to do Parlamentu - a nie do rządu - należało wezwanie do jego powrotu. Wyrok stanowił mocne oświadczenie i potępienie (nie)wykorzystania władzy wykonawczej kosztem funkcji parlamentarnych.

Egzekwowanie rządów prawa, a nie rządów polityki

Głównym argumentem rządu było to, że wykonywanie prerogatywy do renegocjacji jest kwestią polityczną, a nie prawną - i jako taka nie podlega rozstrzygnięciu. Jeżeli Parlament miał z tym problem, powinien był go rozwiązać. W odpowiedzi Sąd Najwyższy stwierdził, że jeśli taka odpowiedzialność przed Parlamentem nie jest możliwa (jak w przypadku prorogacji) - to sądownictwo powinno wkroczyć i zapewnić przywrócenie właściwych uprawnień konstytucyjnych oraz dopilnować, by władza wykonawcza nie nadużywała ich wykorzystania. Fakt, że ministrowie ponoszą odpowiedzialność polityczną przed Parlamentem nie neguje ich odpowiedzialności prawnej przed sądami: wyrok ten podtrzymuje zasadę rządów prawa, a nie zasadę rządów politycznych.

Chociaż sprawa ta niewątpliwie będzie zajmować brytyjskich prawników publicznych (i studentów prawa) przez wiele lat, w komentarzach prawnych już zwrócono uwagę na ważne implikacje wyroku: na przykład, że wyrok potwierdza raczej westminsterski niż "Whitehall" pogląd na relację między parlamentem a rządem, przyznając prymat temu pierwszemu; oraz ożywia ustawodawstwo, które uważano za zakończone wraz z posiedzeniem parlamentu. Wyrok ten wpłynął również znacząco na rozumienie Zjednoczonego Królestwa jako "konstytucji politycznej" i podkreślił potrzebę reformy konstytucyjnej, w szczególności w zakresie uprawnień prerogatywnych.

Wyrok nie pozostał jednak bez (nieuzasadnionej) krytyki, John Finnis określił go jako "niekonstytucyjny" i "nieprofesjonalną ingerencję w politykę", powołując się na artykuł IX Bill of Rights z 1689 roku, który zabraniał kwestionowania procedur parlamentarnych. Sąd Najwyższy jednak trafnie i autorytatywnie odrzucił argumenty z art. IX na tej podstawie, że prorogacja nie była postępowaniem chronionym: wynika to jasno z zasady - art. IX ma chronić Parlament, a nie zawieszającą go władzę prerogatywną. Nie jest to również kwestia "wysokiej polityki": jest to podstawowe, ale fundamentalne pytanie o prawne granice uprawnień ustawowych.