Poseł Brynkus > Poseł > Praca w sejmie > Stanowisko klubu Kukiz’15 podczas pierwszego czytania projektu ustawy o stopniach i tytułach naukowych

Stanowisko klubu Kukiz’15 podczas pierwszego czytania projektu ustawy o stopniach i tytułach naukowych

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Podczas pierwszego czytania rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz niektórych innych ustaw przedstawiłem stanowisko Klubu Kukiz’15, który jest za dalszym procedowaniem tej ustawy w komisjach.

Pełna treść wystąpienia:

Pani Marszałek
Wysoka Izbo

Przedstawiam stanowisko klubu Kukiz’15 w sprawie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz niektórych innych ustaw.

Panie i Panowie Posłowie.

Przeprowadziłem dość szeroką konsultację w środowisku akademickim. Otrzymałem sporo uwag na temat projektu. Osoby zainteresowane problemem akceptują częściowo tylko kierunek zmian. Ale w zdecydowanej większości nie akceptują proponowanych konkretnych rozwiązań.

Praktycznie nikt nie opowiedział się  przeciwko wprowadzeniu doktoratu wdrożeniowego. Ale już zaproponowane w tej procedurze rozwiązania spotkały się z zasadniczą krytyką. Wskazuje się w niej na – generalne obniżenie procedury uzyskiwania doktoratu. Już dotychczasowe wymogi nie są zbyt wysokie. Ale ministerialna propozycja to dewaluacja tytułu doktora i doktora habilitowanego, ale o tym w dalszej części wystąpienia.

Są przeważające opinie, że dotychczasowe procedury w przypadku doktoratu należałoby wręcz zaostrzyć.

Nie do przyjęcia jest rozwiązanie dotyczące promotora pomocniczego. Zredukowanie wymagań formalnych wobec niego, to katastrofalne obniżenie rangi tej instytucji w systemie uzyskiwania doktoratu. Ale też niekonsekwencja w stosunku do doktoratów uzyskiwanych tradycyjnie. To jest też nierównoprawne traktowanie podmiotów.

Sytuację komplikuje fakt, że to pracodawca, który wyrazi zgodę na udział pracownika w programie, będzie miał obowiązek wskazania, spośród swoich pracowników, kandydata na opiekuna pomocniczego i promotora pomocniczego. W sytuacjach ekstremalnych może to być nawet technik.

Paradoks polega na tym, że dotychczasowe procedury umożliwiają uzyskanie tzw. doktoratu wdrożeniowego na podstawie – prac projektowych, konstrukcyjnych, technologicznych lub artystycznych. Po co komplikować w zawiłych przepisach coś co jest banalnie proste.

Sprzeciw budzą zasady współpracy między otoczeniem społeczno-gospodarczym (pomijając brak kryteriów do określenia obszaru życia publicznego objętego tym terminem) a doktorantem.

Wątpliwości budzi też założenie, że doktoranci mają mieć 4 lata na pracę zawodową na pełnym etacie i wykonać znakomity doktorat. Z całym szacunkiem albo praca albo doktorat. Jak wiele rzeczy robimy na raz,  to nic nie robimy znakomicie i takim sposobem ustawodawca traci to co najważniejsze INNOWACYJNOŚĆ. Znów będzie byle jak. Tylko, że trzeba będzie rozliczyć środki i jakoś to będzie- co nie wyklucza, że powstaną znakomite doktoraty, ale one i tak by powstały.

Założeniem projektu jest nie tylko powiązanie nauki z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Specjalnie używam tego terminu, mając świadomość, że tak naprawdę nie wiadomo co ono oznacza. Ale też stworzenie zachęty do tego związku.

Wydaje się, że jeśli chcemy powiązać otoczenie społeczno-gospodarcze z nauką, to czy nie lepszym rozwiązaniem jest przyznanie ulg podatkowych dla przedsiębiorców. I to będzie faktyczna zachęta, a nie tworzenie takiej fasady oraz sztuczności dla wybranej 500 z tzw. elity uniwersytetów w ramach programu: Doktorat wdrożeniowy, – czyżby znów chodziło o jakieś interesy i interesiki?

Poza tym zwolnienie z podatku dla przedsiębiorcy da się lepiej skontrolować. Pracodawca jest zainteresowany uzyskaniem doktoratu przez kandydata i go kontroluje. W przypadku otrzymania dofinansowania nie ma pewności, że doktorant zrobi doktorat i pojawia się problem jak odzyskać pieniądze w niego wpompowane. Przecież nieuzyskanie doktoratu może być spowodowane różnymi przyczynami. Także rezygnacją z pracy doktoranta. I państwo straci tu pieniądze.

Poważne zastrzeżenie budzi sprawa ograniczenia jednostek naukowych biorących udział w programie. Owszem takie rozwiązanie promuje jednostki naukowe silne, posiadające odpowiednią kategorię, ale są mniejsze jednostki, których związek z otoczeniem społeczno-gospodarczym jest bardzo silny, mają dobre zaplecze technologiczne, ale nie uzyskały odpowiedniej kategorii w parametryzacji.

W tym kontekście zadać sobie wypada pytanie czemu ma służyć proponowany projekt? Niektórzy stwierdzają wprost: polaryzacji środowiska naukowego, a w ślad za tym zwiększeniu dysproporcji między wielkim centrami naukowymi, będącymi zarazem centrami gospodarczymi, a tymi mniejszymi.

Ten projekt w takim kształcie może przyczynić się np. do likwidacji wielu miejsc pracy w mniejszych ośrodkach akademickich. Posłowie PiS, którzy pewnie będą mieć obowiązek zachowania dyscypliny w głosowaniu nad nim powinni rozważyć: czy ceną za koalicję może być degradacja naukowa, społeczna i gospodarcza mniejszych ośrodków akademickich.

Nie do zaakceptowania jest procedura uzyskiwania tzw. wdrożeniowych habilitacji. Ministerstwo przyjęło w projekcie drogę, która została uznana – i to o dziwo przede wszystkim przez zainteresowanych jej uzyskaniem, czyli doktorów, za kompromitująco na niskim poziomie. Krytycy uważają, że jest ona niemal tożsama z tzw. słowackimi habilitacjami, których uznawalność rząd polski odrzucił. Kwestionuje się też jej zasady.

Pytanie podstawowe, to czy habilitacja wdrożeniowa będzie dotyczyła także humanistów, w tym dydaktyków i pedagogów? Jeżeli przyjmujemy takie rozwiązanie, to nie ograniczajmy go tylko do nauk ścisłych. Przewidywany podział uczelni na dydaktyczne, badawczo i naukowe będzie dywersyfikował uczelnie formalnie i faktycznie.

Umożliwienie habilitacji wdrożeniowej we wszystkich obszarach – jeżeliby została ona zaakceptowana – zmniejszyłoby formalną polaryzację tych uczelni. Przecież np. znaczący dorobek dydaktyczny związany z opracowywaniem programów i podręczników szkolnych oraz różnych projektów edukacyjnych spokojnie kwalifikowałby się  na habilitację wdrożeniową. Stąd propozycja włączenia humanistów do grona osób uprawnionych do skorzystania z ww. ścieżki awansu jest zasadna i niezmiernie potrzebna.

Problem, który wymaga dopracowania, to sprawa osób, których dorobek jest znaczący, ale pracują one w jednostkach naukowych nieposiadających prawa do habilitacji. Czy na takiej samej zasadzie, jak zatrudnieni w jednostkach mających takie uprawnienia mogłyby starać się o habilitację? Pozbawianie ich takiej możliwości oznaczałoby nierównoprawne traktowanie pracowników nauki, co nosi znamiona niekonstytucyjności.

Bardzo poważny problem to sprawa uznawalności dorobku naukowego przez jednoosobowe gremium w postaci rektora uczelni posiadającej uprawnienia habilitacyjne, dyrektora instytutu PAN i dyrektora instytutu naukowego. W tym ostatnim przypadku dochodzimy do sytuacji kuriozalnej – oceniającym dorobek habilitanta może być, w świetle przyjętej ustawy o Instytutach Badawczych, dyrektor nieposiadający takiego stopnia naukowego. Ale istnieje też niebezpieczeństwo wielkiej dowolności w tym zakresie, często też konfliktu interesów personalnych.

Klub Kukiz15 mimo poważnych zastrzeżeń wobec projektu, ma nadzieję, że może on być poprawiony w Komisji i dlatego nie będzie wnosił sprzeciwu wobec do skierowania go do niej.

dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone