Poseł Brynkus > Aktualności > Aktualności > Dlaczego prokuratura nie zajmuje się antypolskimi wpisami i mową nienawiści na portalu Silesia?

Dlaczego prokuratura nie zajmuje się antypolskimi wpisami i mową nienawiści na portalu Silesia?

Na początku grudnia 2018 roku złożyłem interpelację w sprawie skandalicznych antypolskich i poniżających godność narodu polskiego treści publikowanych przez portal silesia-schlesien-śląsk.com. Zapytania skierowałem do trzech ministrów: kultury i dziedzictwa narodowego, spraw wewnętrznych i administracji oraz sprawiedliwości.

Na wspomnianym portalu Polaków przedstawia się jako złodziei, gwałcicieli i morderców, a o obchodzonym w 2018 r. stuleciu odzyskania niepodległości w 1918 r. napisano, że powinno być obchodzone dwa lata wcześniej, gdyż według jednego z autorów niepodległość przyznali Polsce w 1916 r… Niemcy.

Zawartość artykułów na tym portalu pokazuje, że antypolska agresja wśród piszących na nim narasta od kilkunastu lat. Znaczna część piszących tam osób wręcz zionie nienawiścią do Polski, polskiej tradycji i kultury. Pod pretekstem przypominania faktycznych i rzekomych krzywd poniesionych przez tzw. autochtonów, ale przede wszystkim przez wysiedlonych na mocy międzynarodowych decyzji ze Śląska (i w ogóle z Polski) Niemców, autorzy tacy jak: Gerhard Bartodziej, Ewald Stefan Pollok czy Bernhard Soika, przypisują Polakom skłonności kryminalne i zbrodnicze. W wielu fragmentach autorzy tych skandalicznych publikacji otwarcie używają języka antypolskiej nienawiści, od lat obecnego w propagandzie tzw. ziomkostw śląskich w Niemczech. Co więcej stosowane przez nich elementy semantyczne przypominają wręcz te z mów Adolfa Hitlera czy Josepha Goebbelsa.

W poniżaniu Polaków i fałszowaniu wiedzy historycznej uczestniczy także znana z propagowania nieprawdziwych i w żaden sposób nieudokumentowanych wizji stosunków polsko-żydowskich Barbara Engelking-Boni, przypisująca Polakom mordowanie Żydów. W tej nagonce na Polskę i Polaków wtórują skrajnie lewaccy politycy, jak Joanna Senyszyn czy Lech Nijakowski, którzy pod pretekstem rzekomego „antyfaszyzmu”, przy okazji atakowania obecnie rządzącego w Polsce PiS, próbują podważać całą polską tradycję demokratyczną. W ten sposób powstał bulwersujący konglomerat antypolskiej agresji zbudowanej z mowy nienawiści, jednoczący przeciw Polsce i Polakom ludzi odwołujących się do wszelkich lewackich antypolskich nurtów i tradycji, od bolszewizmu po hitleryzm. Narusza on prawo podwójnie, z jednej strony lansując systemy i ideologie totalitarne jako lepsze od polskiej demokracji, z drugiej zaś używając mowy nienawiści do poniżania narodu polskiego.

Nawet nazwa portalu uległa na przestrzeni lat przekształceniu, gdyż pierwotnie brzmiała Silesia-Śląsk-Schlesien, natomiast w ostatnich latach niemiecki człon nazwy wysunięty został przed polski. Mało tego, w adresie kontaktowym portalu polski człon w ogóle nie występuje.

Wydaje się, że trudno o większe absurdy merytoryczne, oraz o bardziej wulgarny przekaz, niż to co głoszą publicyści Silesii. Ale główne zagrożenie dla życia publicznego stanowią w tym przypadku wyjątkowo zajadłe przykłady mowy nienawiści i nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych lub wyznaniowych, jakimi są tezy propagowane na portalu Silesia. Wolność słowa, wolność głoszenia poglądów i dyskursu naukowego czy politycznego stanowią ostoję demokracji. Nie mogą jednak być nadużywane – zwłaszcza w tak skandaliczny sposób, poprzez kłamstwa i język nienawiści – do ataku na państwo i społeczeństwo, które tę wolność gwarantuje. Tolerancja nie może oznaczać przyzwolenia na eskalację nienawiści, bo skutkiem takiej bezmyślnej polityki wobec agresji lewactwa są później zbrodnie, co dobitnie pokazało ostatnie tragiczne wydarzenie w Gdańsku.

Wpisy na portalu Silesia bezdyskusyjnie wyczerpują znamiona czynów zabronionych określonych w artykułach 119, 255, 256 i 257 Kodeksu Karnego, z których przestępstwa są ścigane z urzędu. Interpelacja posła powinna zatem zostać potraktowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości czy Prokuraturę Generalną jako sygnał o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Tym bardziej, że wprost pytałem, czy antypolska działalność portalu Silesia oraz szerzenie mowy nienawiści są organom znane i przez nie monitorowane, oraz czy w świetle obowiązującego prawa nie powinny być ścigane?

Tymczasem odpowiadający na interpelację w imieniu MS zastępca Prokuratora Generalnego Krzysztof Sierak w żaden sposób nie odniósł się do tego zagadnienia, informując jedynie, że prokuratura nie prowadzi żadnych postępowań w sprawie publikacji na wspomnianym portalu. Swoją drogą dziwi, dlaczego odpowiedzi na tak istotne z prawno-ideowego i konstytutywnego dla praworządności Rzeczpospolitej punktu widzenia udzielił jeden z szeregowych podwładnych ministra, a nie sam minister jako Prokurator Generalny?

Pobłażliwość wobec nasilenia antypolskiej agresji nie tylko nie służy Polsce, ale wręcz zachęca inne podmioty do stosowania podobnych praktyk. Powstaje pytanie, czy prokuratura, która powinna ścigać z urzędu takie publikacje i ich autorów, z jakimi mamy do czynienia na portalu Silesia, lekceważy sprawę, czy też jest ciche przyzwolenie władz państwa na antypolską działalność Silesii?

Paradoks polega przy tym na tym, że władze państwa polskiego – w tym premier Morawiecki – argumentując konieczność nowelizacji ustawy o IPN i wyrzucenia z niej artykułów umożliwiających ściganie osób pomawiających Polaków i Polskie Państwo Podziemne, szkalujących naród polski, głośno deklarowali, iż władze polskie monitorują takie zachowania i dość jest w Polsce prawa, które daje możliwość kontroli tego typu przypadków jakie występują w internetowym czasopiśmie Silesia. Jak się okazuje, władze w tej sprawie nie robią dokładnie nic.

Tu tak na marginesie dodam, że chyba skutkiem mojej interpelacji jest fakt, iż dotychczas systematycznie dostawałem czasopismo Silesia na maila poselskiego, a od momentu złożenia interpelacji już tego czasopisma nie dostaję. Czyżby był to jedyny efekt mojej interpelacji???

dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP, Kukiz’15