Poseł Brynkus > Aktualności > Aktualności > Prawda o Żołnierzach Wyklętych zwycięża – Polska wybija się na prawdziwą Niepodległość

Prawda o Żołnierzach Wyklętych zwycięża – Polska wybija się na prawdziwą Niepodległość

Od kilku lat dyskusja o Żołnierzach Wyklętych zwanych także Niezłomnymi, narastająca najczęściej w okolicach 1 marca, czyli Dnia Pamięci o nich, niesie coraz więcej faktów i coraz dobitniej pokazuje, że mieli rację i bronili polskiej racji stanu.

Ci, którzy przez lata temu mieli oficjalny monopol na kreowanie wizji lat po II wojnie światowej w Polsce mają coraz mniej argumentów. Dziś wiemy, że racji merytorycznej tak naprawdę nie mieli nigdy. W okresie powojennym mieli władzę, osadzoną na sowieckich bagnetach i czołgach, oraz agentów i katów, którzy z bezwzględnością mordowali Wyklętych. W latach późniejszych mieli narracje posłusznych ideologii pseudohistoryków i byłych ubeków – weteranów walki z polskimi niepodległościowcami. Dzisiaj mają posłuszne polskojęzyczne media, w których przedstawianie polskich tradycji w najgorszym świetle i zohydzanie Polski i Polaków jest zajęciem  najbardziej popłatnym. Ale wszyscy razem jednak przegrywają z ujawnianą przez historyków historyczną prawdą.

Cieszy, że stale liczniejsi przedstawiciele młodszych pokoleń Polaków coraz częściej utożsamiają się z tradycją Wyklętych.

Ziemska sprawiedliwość nie zdoła już dotknąć większości katów Żołnierzy Wyklętych. Historia już wydała na nich surowy wyrok. I chociaż broniące ich media oraz utożsamiający się z ich tradycją politycy jeszcze pokrzykują, pomstując na Wyklętych, to głosy te już nie znajdują oddźwięku i posłuchu wśród większości społeczeństwa. Polska i Polacy wracają do normalności, wartości i prawdy.

Przywrócić prawdziwą pamięć i tożsamość

Historia Wyklętych to losy kilkuset tysięcy żołnierzy konspiracji wojennej, bardzo często zaangażowanych jeszcze w konspirację w latach II wojny światowej. Za sprawą manipulacji o tej wojennej konspiracji i terrorowi wobec uczestników obu konspiracji, komuniści mogli przez wiele lat próbować wmawiać Polakom, że byli jeżeli nie jedyną to najważniejsza siłą walczącą z hitlerowskim okupantem. A dzisiaj już wszyscy wiedzą, że byli jedynie sowiecką agenturą, najpierw posłusznie z woli Stalina pozwalającą Niemcom na mordowanie Polaków, a później służącą na ziemiach polskich jedynie interesom sowieckim. A przy okazji trudniącą się bandytyzmem i pospolitymi zbrodniami.

W proporcji do liczebności wszelkich struktur i organizacji Polskiego Państwa Podziemnego była to siła bardzo nikła, ale dzięki zajęciu ziem polskich przez sowietów bardzo szybko uzyskała wielkie możliwości sprawowania władzy nad Polakami. Wobec wielkości i znaczenia polskiego zorganizowanego oporu przeciwko Niemcom prawda o liczebności i aktywności (a raczej braku tejże) komunistów w tym zakresie była jedną z najbardziej wstydliwych tajemnic komunistycznego aparatu.

Polskie Państwo Podziemne docierało do prawie wszystkich polskich rodzin, a większość z nich miała w PPP swoich przedstawicieli: ojców, matki, synów córki czy innych krewnych. Ta wiedza jest już dzisiaj powszechna. Ale nadal znacznie mniej wiemy o liczebności organizacji podziemia powojennego – antykomunistycznego. Przykładem takiej wciąż zbyt małej wiedzy, jest historia Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w Okręgu Cieszyńsko-Podhalańskim, czy losy ponadregionalnej organizacji Armia Polska w Kraju. Dlatego warto o nich przypomnieć. Także dlatego, że ich losy pokazują również komunistyczne manipulacje nasz najnowszą historią.

Okupacja po okupacji

Wielu przywódców polskiego podziemia miało świadomość, że ponowne wkroczenie (pierwsze to agresja we wrześniu 1939 roku) Armii Czerwonej na ziemie II Rzeczpospolitej to nie żadne „wyzwolenie”, ale utrwalenie rozbioru Polski z 1939 r. i okupacja także pozostałego jej terytorium. Wydarzenia w województwach wschodnich II RP z pierwszej połowy 1944 r. potwierdziły te oceny. Mordowanie Polaków, masowe wywożenie na Syberię i inne represję pokazały, że Polacy na wolność oraz na suwerenność ojczyzny  pod komunistyczną władzą nie mieli co liczyć. Informacje o tym przenikały przez linię frontu niemiecko-sowieckiego, alarmując działaczy PPP także pod okupacją niemiecką. Tylko nieliczni i bardzo naiwni chcieli jeszcze wierzyć, że zakończenie wojny będzie tożsame ze spokojem i normalnością.

Już 30 lipca 1944 r. komendant Okręgu Cieszyńsko-Podhalańskiego NOW „Barbara” por. Władysław Kęsek „Mieczysław Igniewicz” wydał rozkaz nr 3, w którym pisał m.in.:

„Musimy sobie zdawać sprawę, że ustąpienie Niemców i zajęcie kraju przez bolszewików, względnie przez służący za narzędzie – rząd polski sowietu – nie jest równoznaczne z odzyskaniem niepodległego bytu przez Państwo Polskiego narodu. Nie wiemy jaki charakter będzie miała okupacja bolszewicka, znamy natomiast dobrze przewrotność i bezwzględność żydo-komuny w zwalczaniu swych wrogów, musimy być przygotowani na najgorsze”.

W ślad za tym rozkazem poszły ściśle tajne przygotowania organizacyjne, mające przygotować żołnierzy konspiracji do przetrwania długiego – jak wówczas zakładano – kilkuletniego okresu drugiej okupacji.

W okręgu postanowiono przygotować grupy zaufanych żołnierzy oddziałów partyzanckich i konspiracji, którzy po zainstalowaniu się nowego okupacyjnego reżimu mieli przeniknąć do jego aparatu, zwłaszcza do urzędów bezpieczeństwa, milicji obywatelskiej oraz organizacji partyjnych i administracji, aby z jednej strony rozpoznawać od wewnątrz formy i zakres represji wobec Polaków, a z drugiej podejmować próby torpedowania tych zamierzeń. Zakładano przy tym, że okupacja komunistyczna będzie bardziej łagodniejsza niż okazała się nią w rzeczywistości. Pokazała ona, że w praktyce była znacznie bardziej bezwzględna i totalna, a przy tym wprowadzano ją metodami znacznie bardziej wyrafinowanymi, komuniści np. udawali przyjaciół Polski i Polaków. Sprawujący z nadania Moskwy władzę na okrojonym obszarze Polski, rząd „polskiego sowietu” zachowywał pozory legalności mimo, iż w Londynie nadal funkcjonował w pełni legalny i jeszcze po zakończeniu wojny uznawany prawdziwy rząd Rzeczpospolitej. I to waśnie tamten londyński rząd komuniści zaczęli nazywać nielegalnym. No i stworzyli „Polskę Ludową”.

Polskiemu podziemiu na Ziemi Wadowickiej akcja kontrolowania komunistycznego aparatu represji częściowo się udała, ale nie trwała długo. Komuniści przygotowani byli przez sowietów do w miarę szybkiej weryfikacji napływających kadr oraz eliminacji elementów ideologicznie niepewnych. Jednak co najmniej przez kilka miesięcy 1945 r. udawało się na Ziemi Wadowickiej ograniczyć samodzierżawie komunistycznego aparatu i zagrożenie dla mieszkańców do niezbędnego minimum. W struktury Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wadowicach wprowadzono co najmniej sześciu żołnierzy NOW-NZW, w struktury Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej co najmniej dwunastu. Także w aparacie Polskiej Partii Robotniczej znalazło się kilku ludzi związanych z NOW-NZW, zaś w administracji państwowej, samorządowej i skarbowej kilkadziesiąt osób związanych z konspiracją narodowców. Nawet po częściowym rozpracowaniu tych grup przez komunistów i stopniowym zwalnianiu ich lub aresztowaniu, część przetrwała w aparacie bezpieczeństwa aż do 1947 r. a w administracji nawet do początku lat 50. To prawdopodobnie jedyny w Polsce przypadek tak długiego i skutecznego infiltrowania organów państwa komunistycznego przez zorganizowane struktury polskiego podziemia niepodległościowego.

Niestety, kierujący tą akcją mjr Jan Kęsek „Zygmunt” oraz jego brat mjr Władysław Kęsek „Igniewicz” w wyniku kolejnych fal aresztowań działaczy krakowskiego środowiska narodowego i wadowickiej konspiracji znaleźli się w więzieniach. Mjr W. Kęsek, zwolniony w 1946 r. ale pozostający pod ścisłą kontrolą UB, popełnił samobójstwo, zabijając także swoją łączniczkę, Janinę Ciombor „Jankę”, która szantażowana przez UB mogła doprowadzić do rozbicia organizacji. Mjr J. Kęsek wyszedł z więzienia dopiero rok później, w 1947 r. i natychmiast włączył się w działalność niepodległościową.

Koniec zbrojnego oporu

Losy żołnierzy konspiracji, którzy postanowili przetrwać w lasach do wybuchu oczekiwanego konfliktu zbrojnego wolnego świata z komunistyczną satrapią były tragiczne. Ci, którym po wymuszonych ujawnieniach z 1945 r. udało się przetrwać płacili cenę inwigilacji i aresztowań w latach późniejszych. Ci którzy postanowili kontynuować walkę, ginęli w nierównej walce z potężnymi i bezwzględnymi siłami bezpieki, korpusu bezpieczeństwa oraz wojsk sowieckiego NKWD. Kolejne oddziały i struktury drugiej konspiracji były rozbijane w walce z regularnymi wojskami Polski Ludowej oraz tzw. oddziałami pozorowanymi, czyli oddziałami bezpieki i wojsk KBW podszywającymi się pod podziemie, lub przez nasyłane na nie grupy agentów bezpieki i informacji wojskowej.

Po zerwaniu kontaktów NZW dowódcy konspiracji na Ziemi Wadowickiej podporządkowali ją pułkownikowi Aleksandrowi Dellmanowi „Stasiak”, „Urban”, wchodząc do powstałej w ten sposób Armii Polskiej w Kraju. Dowódcą batalionu NZW później APwK „Włócznia”, któremu podlegały wszystkie oddziały zbrojne na Ziemi Wadowickiej, był do sierpnia 1946 r. kpt. Stefan Sordyl „Niebora”, „Mirski”, „Odrowąż”, „Herburt”, który wskutek działań bezpieki zmuszony został do ucieczki za granicę. Spośród podległych mu oddziałów bezpieka rozbijała kolejno oddział partyzancki NZW/APwK „Błysk-Bunt”, pod dowództwem ppor. Mieczysława Kozłowskiego „Zbika”, „Bunta” (sierpień-wrzesień 1946 r.) i Grupę Operacyjną NZW/APwK „Burza” dowodzoną przez por. Mieczysława Wądolnego „Żbika”, „Granita”, „Mściciela” (grudzień 1946-styczeń 1947 r.). Na Grupę Operacyjną „Błyskawica” nasłano co najmniej sześciu agentów bezpieki i informacji wojskowej, którzy doprowadzili do zamordowania kolejnych dowódców, sierż. Michała Dudonia „Wichra” i sierż. Władysława Łuczaka „Wróbla”, a później do stopniowej likwidacji oddziału, aż jego pozostałości złożone prawie wyłącznie z agentów stały się pozorowanym oddziałem podziemia i w takim charakterze działały do 1948 r. Spośród zorganizowanych oddziałów partyzanckich do amnestii w 1947 r. dotrwały jedynie oddział partyzancki „Huragan” dowodzony przez ppor. Henryka Dołęgowskiego „Sana” oraz grupa Operacyjna „Churagan” (nazywana także „Huragan II”) pod dowództwem sierż./ppor. Jana Ziomkowskiego „Śmiałego”. Po ujawnieniu bezpieka zamordowała dowódcę batalionu APwK i zwierzchnika wspomnianych oddziałów, kpt. Feliksa Kwarciaka „Staszka”, „Siwego”, „Rolę”, „Skawę”.

Po rozbiciu większości oddziałów i tzw. amnestii z 1947 r. zbrojny opór kontynuowali już tylko nieliczni, którzy nie chcieli albo nie mogli się ujawnić. Mimo ujawnienia bezpieka nie pozwoliła im spokojnie żyć. Jedynym oddziałem była grupa plut./sierż. Mieczysława Spuły „Felusia”, którą uszczuplały kolejne obławy UB i KBW, aż do momentu, kiedy Spuła pozostał już tylko z jednym najwierniejszym współtowarzyszem Kazimierzem Kudłacikiem „Zenitem”. Wtedy do akcji wprowadzono agenta bezpieki, który pozorując wolę wstąpienia do oddziału zamordował obu skrytobójczo 16 czerwca 1949 r. Pojedynczo lub najwyżej z jednym współtowarzyszem działali jeszcze Władysław Hajdyła i Tadeusz Króliczek „Dzik” (obaj polegli w 1954 r.) oraz kpr. Jan Sałapatek „Orzeł”, zabity w zasadzce w wyniku prowokacji UB w styczniu 1955 r.

Oceniając całość oporu zbrojnego pod komendą NZW i APwK na Ziemi Wadowickiej należy jednak podkreślić, że trwał on bardzo długo i był wyjątkowo skuteczny. Możliwe to było także dzięki dosyć długotrwałej infiltracji miejscowych organów komunistycznych przez członków podziemia.

Szpiedzy kontra zdrajcy

Unicestwienie oporu zbrojnego nie zakończyło na Ziemi Wadowickiej oporu w ogóle. Do różnych form oporu społecznego, bojkotowania różnych działań komunistów, m.in. oddawania kontyngentów i innych,  wkrótce dołączyła wysoko wyspecjalizowana forma oporu, za którą groził najwyższy wymiar kary. Zaczęto budować siatkę informacyjną, w celu przekazywania na Zachód – polskiemu rządowi na uchodźstwie oraz sojusznikom – informacji na temat życia w kraju. W tym celu dwukrotnie przybywał nielegalnie do Andrychowa i Wadowic kpt./mjr Stefan Sordyl. Drugim, obok Sordyla, łącznikiem siatek z władzami na Zachodzie był Władysław Kazimierczak, który także co najmniej dwukrotnie przybywał nielegalnie do Polski.

Pierwszym kierownikiem i koordynatorem siatki został mjr Jan Kęsek „Zygmunt” i pod jego kierownictwem, rozbudowawszy zasięg na kilka województw, działała ona w latach 1948-49. Po pierwszym aresztowaniu J. Kęska w jesieni 1949 r. i próbie zmuszenia szantażem do współpracy z UB, podjął on przygotowania do ucieczki za granicę. Aresztowany wiosną 1950 r. przez dwa lata przebywał w więzieniach w Katowicach, Krakowie i Warszawie. Od 1950 r. kierownictwo nad większością nierozbitych struktur wywiadowczych przejął ppor. Augustyn Kania „Bezprym”, który prowadził działalność do 1952 r. Jan Kęsek rozstrzelany został 1 kwietnia 1952 r. w więzieniu w Katowicach i pochowany w kwaterze więziennej na Cmentarzu Panewnickim. Augustyna Kanię, aresztowanego w 1952 r. rozstrzelano w warszawskim Więzieniu Mokotowskim w 1954 r.

Napiętnowano ich jako szpiegów i zdrajców. Piętno to nadali im ci, którzy z obcego nadania sprawowali władzę nad Polakami. To po raz kolejny pokazuje perfidię komunistycznych manipulacji. Po latach, kiedy komunistyczna bezpieka przepoczwarzała się w Urząd Ochrony Państwa, wiele uczyniono, aby ten fałszywy mit semantyczny utrzymać także w wolnej Polsce. Podkreślano, że hańbą była praca na rzecz obcych wywiadów zapominając, że działalność siatek londyńskiego wywiadu to była praca na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Wspierali ją Amerykanie i Anglicy, a później także inne państwa wolnego świata, ale to one właśnie były – mimo, że nie zawsze lojalnymi – prawdziwymi sojusznikami wolnej Polski.

Akta sprawy J. Kęska zastrzeżono już w wolnej Polsce do roku 2030. Dopiero powstanie Instytutu Pamięci Narodowej pozwoliło na ich ujawnienie i poznanie prawdziwego obrazu wysiłku zbrojnego i niepodległościowego żołnierzy podziemia na Ziemi Wadowickiej. Po aresztowaniu J. Kęska w 1949 r. i niektórych jego podwładnych oraz współpracowników oraz przejęciu podczas rewizji części archiwaliów Okręgu Cieszyńsko-Podhalańskiego NOW i NZW, Ministerstwo Bezpieczeństwa nakazało w całej Polsce rozpracowanie wszystkich ludzi związanych z tymi strukturami, uznając je za jedne z najbardziej skutecznie szkodzących władzy ludowej. Do więzień trafiło po raz kolejny wielu żołnierzy organizacji. A pamięć o ich dokonaniach zacierano i zafałszowywano wszelkimi dostępnymi metodami.

Dzisiaj już wiemy, że osoby zwane przez komunistów szpiegami to bohaterowie Niepodległej Polski. Ich oprawcy to byli prawdziwi zdrajcy, którzy do niedawna pobierali sowite emerytury i uważali się za uprzywilejowaną kastę w Polsce. Najwyższy był czas, aby przywrócić prawdziwe znaczenie słów i prawdę o ludziach. Ten proces trwa na naszych oczach i cieszmy się, że Polska wybija się na prawdziwą Niepodległość. Cześć i chwała Bohaterom!

Autorzy: Poseł dr hab. Józef Brynkus, Michał Siwiec-Cielebon

Fot. Piotr Kucharski


Opublikowano przez Biuro Poselskie dra hab. Józefa Brynkusa