Poseł Brynkus > Aktualności > W Wadowicach, gdy rozum, uczciwość i tradycja śpią, budzi się ideowe lewactwo…

W Wadowicach, gdy rozum, uczciwość i tradycja śpią, budzi się ideowe lewactwo…

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Budzą się demony lewactwa w Papieskich Wadowicach, odkąd do władzy dorwał się człowiek, którego mottem działania jest podważanie i niszczenie wszystkiego, co kojarzy się z wartościami, którym Wadowiczanie byli wierni przez lata. Obecnie przyszła kolej na oszołomienie, czyli po prostu propagandowe ogłupianie… dzieci i młodzieży w szkołach podstawowych, którym zamiast spokojnej nauki próbuje się serwować przesycony ideologicznymi i fałszywymi treściami „dzień dziewczynek”. Ale nikogo nie dziwi, że ten proces indoktrynacji odbywa się pod patronatem urzędowych „feministek”, czyli Ewy Całus i Mateusza Klinowskiego.

Środowiska lewackie wiedzą z doświadczeń niemieckiego i sowieckiego totalitaryzmu, że jad indoktrynacji należy sączyć od najmłodszych lat. Także w przypadku wadowickiego „nowoczesnego feminizmu” manipulacja zaczyna się już na poziomie nazewnictwa. Grupa kobiet, nie wiadomo dlaczego określająca się mianem feministek, postanowiła wcisnąć kit fałszywej ideologii uczennicom wadowickich szkół.

Przypomnijmy zatem, że generalnie historyczne feministki walczyły o godne traktowanie i równouprawnienie kobiet, szczególnie w tych krajach i okolicznościach, gdzie tego równouprawnienia faktycznie nie było. Ale trzeba pamiętać przecież, że Polska od 1918 roku należy do czołówki państw, w których godność kobiet i ich równouprawnienie są niepodważalne i bezdyskusyjnie szanowane.

Niestety dziś te, także wadowickie, feministki odeszły od swoich historycznych poprzedniczek. Głoszą hasła, np. propagowanie aborcji na życzenie, czyli mordowania dzieci nienarodzonych, oraz wolności rozumianej jako nieodpowiedzialność, co z prawami kobiet nie ma nic wspólnego. Nie ma nic wspólnego także z właściwie pojętym człowieczeństwem, czyli humanizmem. Jakoś nigdzie nie walczą też w obronie kobiet poniewieranych przez środowiska muzułmanów. No bo się autentycznie boją. Także o swoje życie.

Obecne środowiska genderfeminizmu nie mają nic wspólnego z autentycznym feminizmem, bo i czasy inne, i okoliczności, a świat od czasów prawdziwych feministek znacznie się rozwinął. Genderlobby zabiega jedynie o skuteczne manipulowanie kobietami i posiadanymi przez nie prawami, jako ludźmi. Oczywiście nie dla korzyści wszystkich kobiet, a jedynie tych, które lubią polityczne dziwactwo i amoralne lewactwo.

Lokalne wadowickie genderówki, czy jak kto woli nibyfeministki, pod pretekstem „walki o prawa kobiet” nie tylko postanowiły poprzeszkadzać w szkolnej edukacji, lansując nowe i dodatkowe „święto dziewczynek”, ale wręcz wprosiły się do szkół z lekturą „dla młodych buntowniczek”, czyli książeczką o stu znanych kobietach – tylko komu znanych? Chcą czytać fragmenty, przekazywać egzemplarze książek. Pozornie nic w tym złego, ale przecież, aby przekazać do szkolnej biblioteki książkę, nie trzeba robić politycznej demonstracji. Chyba, że nie o książkę chodzi, a właśnie o demonstrację, mającą ogłupić nieświadome (jeszcze) politycznego kontekstu najmłodsze czytelniczki.

Zbiór, ujętych w formę krótkich bajek, opowiadań autorstwa Eleny Favilli i Francesci Cavallo, nosi tytuł „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet”. Wedle oficjalnej propagandy ma on zachęcać dziewczyęta, by realizowały swe marzenia. Nie wiadomo, dlaczego młode czytelniczki, pragnące realizować swoje pasje, muszą być buntowniczkami? Usilne wciskanie tezy o walce ze stereotypami, w Polsce, gdzie jest szacunek dla kobiet, a nie lewackie traktowanie ich, może młodym dziewczynom i kobietom, przynieść tylko szkodę.

Dlatego, jak to w genderomanii bywa, już sam tytuł owej książeczki jest manipulacją. Sugeruje bowiem, że w normalnym życiu odnoszenie sukcesów przez płeć piękną nie jest możliwe. Tymczasem przykłady historyczne, szczególnie polskie, są najlepszym dowodem, że do odniesienia sukcesu i spełnienia marzeń bunt nie jest konieczny. Propagowanie go jest wierutną bzdurą i najprymitywniejszą manipulacją. Odnieść sukces najpewniej można solidnie się ucząc i rozwijając swoje talenty. Chęć buntu – zwłaszcza na fałszywym pseudofeministycznym podłożu ideologicznym – nie tylko sukcesu nie zapewni, ale niejednokrotnie po prostu go uniemożliwi. No bo co to za sukces bycie wiceburmistrzem, gdy się jest nim nie za kompetencje, ale uległość i wierność wobec samca-burmistrza. Ale przecież paniom i pannom od czarnych protestów i propagowania zabijania dzieci dla kaprysu chodzi przede wszystkim o ich własny lans, a nie o prawdę i uczciwość.

W normalnych szkołach, a w Polsce jest normalnie, odkąd lewactwo od żłobu władzy się odcina, nikt nie staje na przeszkodzie rozwojowi dziewcząt. Mają nie tylko takie same prawa i możliwości, jak chłopcy, ale nawet z bonusem, gdy uwzględni się powszechną w polskiej kulturze – i nie całkiem jeszcze przez lewactwo wykorzenioną – tradycyjną polską rycerskość i szacunek dla kobiet. I oby tak zawsze było.

Dziewczynom – podobnie zresztą, jak i chłopakom – trzeba tylko pozwolić na spokojną edukację, bez wciskania politycznej demagogii do szkół i marnowania ich czasu lansowaniem niepotrzebnych nibyświąt. Każdy dzień powinien być dniem szacunku dla kobiet i wszystkich ludzi, ze względu na to, że jesteśmy ludźmi, a nie ze względu na czyjąkolwiek płeć i jakiekolwiek polityczne machinacje.

Nic dziwnego, że wielu rozsądnych rodziców protestuje i nie chce w tym dniu posłać dzieci do szkoły. Ale to przecież nie wina dzieci. Kuratorium nie powinno pozwolić na propagowanie w szkołach szkodliwych teorii i fałszywych treści, oraz ideologicznych manipulacji. Bo lewactwo odbiera ludziom rozum. A gdy rozum śpi, budzą się upiory.

Odnosząc się do zapowiadanej akcji wadowickich feministek informuję, że rozdzwonił się mój telefon, a liczni wadowiczanie i wadowiczanki – także za pośrednictwem esemesów i Messengera pytają mnie co mają zrobić z tym fantem. Niektórzy są tak zdesperowani, że nie chcą posyłać swoich dzieci do szkoły. Podjąłem więc w tej sprawie poselską interwencję w małopolskim kuratorium. Poprosiłem Pani wicekurator Halina Cimer, aby przypomniała dyrektorom wszystkich placówek oświatowych w jakich okolicznościach do tychże szkół mogą wejść osoby niezwiązane z nimi. Już kiedyś przy okazji podobnych działań burmistrza Klinowskiego Pani Kurator Barbara Nowak zamieściła na stronie małopolskiego kuratorium oficjalne stanowisko. To stanowisko w sposób jednoznaczny wyklucza możliwość wejścia do szkół wadowickich feministek z taką lekturą.

dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP

Fot. Krzysztof Sitko/Pressmania.pl

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone