Poseł Brynkus > Aktualności > Fatum wadowickiego XX-lecia – czy osiedle to musi być skazane na bezsensowną nazwę?

Fatum wadowickiego XX-lecia – czy osiedle to musi być skazane na bezsensowną nazwę?

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Po raz kolejny pod pretekstem koniecznych zmian burmistrz Mateusz Klinowski usiłuje narzucić Wadowiczanom określoną narrację ideologiczną. Tym razem za pretekst do indoktrynacji i ogłupiania mieszkańców posłużyła konieczność zmiany nazwy osiedla XX-lecia PRL. Przez minione 27 lat używano skróconej i wypranej pozornie z ideologicznej treści nazwy osiedla XX-lecia, nie pamiętając o tym, że było to tzw. rozwiązanie kompromisowe. A jak wiadomo próby pogodzenia kompromisów z zasadami z reguły są zgniłe i skazane na porażkę.

Nazwa obecna w pełnym brzmieniu” „Osiedle XX-lecia PRL” miała niegdyś przypominać, że inicjatywę budowy bloków pomiędzy wadowickimi ulicami Kolejową i Sienkiewicza podjęto w początku lat sześćdziesiątych XX w., aby upamiętnić zbliżającą się dwudziestą rocznicę istnienia tzw. Polski Ludowej. Oficjalnie nadano ją w czerwcu 1964 r. przy okazji miejskich obchodów tego dętego jubileuszu. I już wtedy nazwa owa była zakłamana, gdyż określenie PRL (Polska Rzeczpospolita Ludowa) formalnie wprowadzone zostało wraz przyjęciem stalinowskiej konstytucji w 1952 r. – zatem dwudziestolecie PRL miało przypaść dopiero w 1972 r. Do 22 lipca roku 1952 w kraju pod sowiecką okupacją komunistyczni pachołkowie używali oficjalnie nazwy Rzeczpospolita Polska, aby upozorować nawiązanie do tradycji lat 1918-1939, choć równocześnie w powszechnym obiegu funkcjonowało potoczne określenie ideologiczne Polska Ludowa, mające odróżniać ten komunistyczny nowotwór od prawdziwej Polski. Za komuny jednak wszystko co absurdalne czy zakłamane było możliwe.

Zdawałoby się, że w wolnej Polsce społeczeństwo, które odzyskało obywatelską podmiotowość, będzie lepiej dbało o swoją tożsamość i dziedzictwo, a tego właśnie świadectwem są nazwy obiektów infrastrukturalnych i fizjograficznych. Niestety, gdy wadowiccy radni w 1990 r. na wniosek Komitetu Obywatelskiego zdobyli się na odwagę rozpoczęcia dekomunizacji nazewnictwa komunalnego, akurat w przypadku tego osiedla „wypracowano” ów pozorny kompromis, zaniechania używania liter PRL w nazwie osiedla. Zaproponowano nawet nazwę Osiedle Rafała Kalinowskiego, mającą upamiętniać postać powstańca styczniowego, syberyjskiego zesłańca i zasłużonego budowniczego wadowickiego klasztoru karmelitów bosych – wtedy błogosławionego (od 1983 r.) a w rok później kanonizowanego. Nazwy jednak nie zmieniono, gdyż część radnych argumentowała wtedy, że zmiana nazwy tak dużego osiedla narazi zbyt wiele osób na koszty związane z wyrobieniem nowych dokumentów itp. Odrzucono zdecydowanie propozycję, aby owych mieszkańców z takich kosztów po prostu zwolnić.

Ustawa z dnia 1 kwietnia 2016 roku o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej spowodowała konieczność prawidłowego rozwiązania tej sprawy i dokonania zmiany nazwy zgodnie ze wszystkimi procedurami. I tu pojawiło się pole do „popisu” dla pomysłowych władz samorządowych. Skorzystały z tego władze Wadowic, które zaproponowały mieszkańcom „konsultacje”. Ich zakres był, delikatnie mówiąc, ograniczony, gdyż można było albo wypełnić specjalną ankietę na stronie internetowej Urzędu Miejskiego, a jak wiadomo, nie wszyscy korzystają z takiej komunikacji w Wadowicach, zwłaszcza z UM pod rządami Klinowskiego, albo złożyć takową ankietę u konsultantów w specjalnym „ogródku konsultacyjnym”, co wymagało osobistego stawiennictwa w określonym miejscu i czasie. Z góry eliminowało to także tych, którzy chcieliby zaproponować nową nazwę niezgodną z poglądami włodarzy miasta, gdyż jak wiadomo ankieta komputerowa zostawia ślad w postaci IP co identyfikuje człowieka prawie tak samo jak osobiste stawiennictwo.

Władze miasta zaproponowały mieszkańcom sześć nazw – co już świadczyło o charakterze konsultacji (w myśl reguły: kto był najlepszym burmistrzem Wadowic i dlaczego to jest Klinowski?), z których tylko jedna nawiązywała wprost do chlubnych elementów tradycji i historii Wadowic – osiedle Mieczysława Kotlarczyka. Jednak nawet ona nie zyskała aprobaty wśród garstki (70 osób) uczestników „konsultacji”. Przy liczonej w tysiącach liczebności mieszkańców miasta, liczba osób biorących udział w owym socjotechnicznym zabiegu pozornej demokracji, nakazuje pisanie określenia „konsultacje” w cudzysłowie. Nie zyskała aprobaty także inna nazwa nawiązująca do historii miasta, aczkolwiek związana tylko z identyfikacją topograficzną zapisaną na dawnych mapach – osiedle Łęgowe, ani nazwy przypominające o sąsiedztwie ul. Kolejowej czy dworców – PKP i komunikacji samochodowej (os. Dworcowe, os. Kolejowe). Mieszkańcy mogli zaproponować swoją nazwę, ale tylko jedna osoba wykazała sensowną obywatelską inicjatywę, proponując na patrona osiedla Kazimierza Lichwiarskiego, zmarłego przed dwoma laty wieloletniego radnego zasłużonego dla miasta, który na tym osiedlu mieszkał.

Większość uczestników „konsultacji” (53 osoby) wskazała na zaproponowaną przez władze miejskie nazwę „Osiedla XX-lecia Konstytucji RP”, nie zwracając uwagi, że nie wiadomo o którą konstytucję RP chodzi. Podobno o tę z 1997 r. – ale przecież i ona się starzeje i wkrótce będzie po dwudziestoleciu. A przy tym w dwudziestym roku funkcjonowania tej konstytucji nie zaszło nic, co kazałoby czcić tę wątłą rocznicę wątpliwej jakości aktu prawnego (chyba tylko to, że Sejm RP nie przyjął uchwały czczącej ów produkt „genialnej” myśli Kwaśniewskiego i Mazowieckiego – czytaj tutaj). Równie dobrze można było zaproponować  nazwę „osiedle Dekretów Stalinowskich”. Bo jak wiadomo, konstytucja z 1997 r. jest fatalną przeróbką dawnej stalinowskiej konstytucji PRL (to też efekt „zgniłego kompromisu” tym razem na szczeblu państwa, z okresu rządów postkomunistów), nie zapewniającą nawet czytelnego podziału kompetencji i zasad zarządzania państwem, zatem zapewne wkrótce życie wymusi jej zmianę (czytaj tutaj). Czy wtedy także będzie trzeba znowu zmienić nazwę osiedla?

Po kilka osób zaproponowało także nazwy własne (os. XX-lecia, os. Dwudziestolecia) nie określając czego dotyczą owe dwudziestolecia, a skoro miałyby te nazwy wejść w miejsce dotychczas używanej, automatycznie powstałaby kontynuacja obecnej fatalnej sytuacji. Ci konsultowani albo nie zrozumieli powodu i istoty konieczności zmiany nazwy, albo zakpili sobie z „konsultacji”. Gdyby zaproponowali np. nazwę os. Dwudziestolecia Międzywojennego, okresu najbardziej chlubnego i pozytywnego w najnowszych dziejach Polski, była by to propozycja ciekawa i warta rozparzenia.

Warto przypomnieć, że od wielu lat w Radzie Miejskiej zalega wniosek o uhonorowanie jakiegoś obiektu miejskiego imieniem profesora Jana Miodońskiego, wybitnego polskiego otolaryngologa, absolwenta wadowickiego Gimnazjum. Nie zrealizowano także nigdy propozycji upamiętnienia wieloletniego dyrektora wadowickiego szpitala, zasłużonego dla miasta doktora Józefa Sołtysika. Nie ma w mieście żadnego obiektu noszącego imię inżyniera Józefa Pukły, zasłużonego działacza niepodległościowego, który poprowadził do Legionów Polskich batalion złożony z mieszkańców powiatów wadowickiego, żywieckiego i bialskiego, w czasie II wojny światowej działał w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego a w czasach gdy nie walczył o wolną Polskę, budował drogi i mosty w całym wadowickim powiecie (jak widać, to propozycja w sam raz w roku przedednia stulecia Niepodległości). W Wadowicach nie ma ulicy czy placu Armii Krajowej, Narodowej Organizacji Wojskowej (która była najliczniejszą formacją Polskiego Państwa Podziemnego na Ziemi Wadowickiej), ani Żołnierzy Wyklętych czy Niezłomnych. Można by nazwać osiedle także imieniem np. Majora Jana Kęska „Zygmunta”, Kapitana Feliksa Kwarciaka „Staszka” czy porucznika Mieczysława Wądolnego „Granita”. Albo Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, Metropolity Lwowskiego, wybitnego absolwenta wadowickiego Gimnazjum. Albo Józefa Zemana, zasłużonego działacza wadowickiej Solidarności, internowanego, ale także znanego nauczyciela i sportowca. Jak widać, bohaterów czy wybitnych postaci własnej historii wadowiczanie mają dość. A nieliczni wolą chwalić konstytucję, którą za kilka lat politolodzy pokazywać będą jako dokument czasów przejściowych wykrzywiający prawa obywatelskie, patologizujący życie publiczne i utrudniający sprawne zarządzanie państwem.

Skala przeprowadzonych „konsultacji” mądremu samorządowi nakazywałaby wstrzemięźliwość przy wprowadzaniu nowej nazwy, albo nawet powtórzenie badania opinii mieszkańców, ale przy zastosowaniu metody czy kryteriów pozwalających na wypowiedź znacznie liczniejszej grupy obywateli. A nawet progu ich ważności wynoszącego przynajmniej 10 procent mieszkańców.

Pozostaje pytanie: Czy osiedle obecnie XX-lecia czegoś tam (komunistycznego), będzie teraz osiedlem XX-lecia jakiegoś tam dokumentu (postkomunistycznego)? Czy naprawdę nie ma dla niego ratunku w postaci sensownej nazwy, najlepiej upamiętniającej kogoś zasłużonego dla miasta czy regionu?

dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Poseł na Sejm RP

Fot. Krzysztof Sitko/Pressmania.pl

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone