Poseł Brynkus > Aktualności > O herbowym pomyśle burmistrza Klinowskiego – w Wadowicach wszystko się zaczęło a teraz się cofa

O herbowym pomyśle burmistrza Klinowskiego – w Wadowicach wszystko się zaczęło a teraz się cofa

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dla najwybitniejszego Wadowiczanina i Polaka na świecie – świętego Jana Pawła II –     w Wadowicach wszystko się zaczęło. Z dumą i radością podkreślał to podczas odwiedzin rodzinnego miasta. Wydawało się, że dumni ze swojego rodaka są także wszyscy Wadowiczanie. Niestety, po jego odejściu do Domu Ojca, można odnieść wrażenie, że Wadowiczanom – przynajmniej niektórym – nieco się odmieniło i już nie są z tego dumni. Szokujące? Niewątpliwie… Wystarczy jednak spojrzeć na nową inicjatywę obecnego burmistrza Wadowic, dra Mateusza Klinowskiego, który przedstawił projekt nowego herbu i nowego logo miasta. Nowego? Czy aby na pewno?

Przez wiele lat nad znakiem heraldycznym miasta Wadowiczanie nie dyskutowali. Przynajmniej milczą o tym wszelkie historyczne kroniki i annały. Herb owszem, zmieniał się kilkakrotnie, ale z reguły był to wynik albo zmiany przynależności grodu do kolejnych księstw i wreszcie pełnej inkorporacji miasta do Rzeczypospolitej. W dobie zaborów to okupujący polskie ziemie Austriacy uznali, że w herbowej tarczy pół orła winno być białe (czyli heraldycznie srebrne) na czerwonym polu, zaś wieża symbolizująca tradycje miejskie powinna być namalowana kolorem żółtym (złotym) na polu niebieskim i nawiązywać do historycznej przynależności miasta niegdyś do piastowskich księstw śląskich. Taki układ pięknie komponował się z odczuciami wielu co bardziej świadomych patriotycznie Wadowiczan, dając im powód do pamiętania o zniewoleniu Ojczyzny i konieczności walki o jej odrodzenie. Nie darmo dawne galicyjskie pocztówki z herbami ważniejszych miast uchodziły w powszechnej świadomości za tzw. patriotyki, m.in. ze względu na owego białego półorła w tarczy herbowej Wadowic.

Paradoksalnie, dopiero puryści heraldyczni II Rzeczypospolitej pod koniec lat 30. XX w. doprowadzili do weryfikacji barw miejskiego znaku, uznając, że pół orła (albo jak kto woli półorzeł, czyli orzeł uszczerbiony) powinno być złote na polu niebieskim, zaś wieża srebrna na czerwonym. Ich zdaniem taka wersja kolorystyczna wpisuje się w heraldyczną tradycję księstw cieszyńskiego, oświęcimskiego, zatorskiego i raciborskiego, a miasto założone właśnie w czasach tamtych struktur politycznych. Nowy, odwrócony układ barw w herbie wprowadzono w 1938 r. i w praktyce nie zdążono go przed wybuchem wojny upowszechnić.

Zarówno w okresie okupacji, jak i po 1945 r. przy różnych okazjach używano zarówno wizerunku według rozporządzenia z 1938 r. jak i wizerunków wcześniejszych. Nawet Niemcy nie podjęli próby zmiany herbu, niewątpliwie uznając wszelkie istniejące jego odmiany za prastare germańskie, czy przynajmniej poaustriackie dziedzictwo w tradycji miasta. Dopiero w latach 60. XX w., przy okazji przygotowań do obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego nowa wersja herbu zadomowiła się szerzej w świadomości społeczeństwa, by z czasem stać się jedyną „poprawną”. Tę „poprawność” egzekwowano do tego stopnia, że niektóre wizerunki herbowe na historycznych obiektach miasta pokolorowano zgodnie z nową obowiązującą wersją, nie bacząc na to, że w tynku czy drewnie odzwierciedlono barwy tzw. szrafowaniem (liniami pionowymi czy poziomymi) zgodnie z kolorystyką obowiązującą historycznie. Takie eksperymenty zmiany barw wykonano m.in. na wizerunku herbu nad wejściem do Szkoły Podstawowej nr  1 przy ul. Sienkiewicza, ale także na drzwiach wejściowych do gmachu wadowickiego Liceum Ogólnokształcącego (dawnego Gimnazjum).

Taki herb, w różnych stylizacjach, np. nawiązujących do piastowskich, ale także np. poprzez dodanie ozdobnego kartusza (m.in. w wizerunku herbu używanym przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej), do epok późniejszych, był znakiem Wadowic aż do początku lat 90. XX w., kiedy radni miejscy podjęli uchwałę o odzwierciedleniu w herbie dumy z pochodzenia z Wadowic Karola Wojtyły – papieża Jana Pawła II. Z punktu widzenia znaczących czy symbolicznych wydarzeń w historii miasta, decyzja taka była oczywista, gdyż nikt bardziej niż Jan Paweł II nie rozsławił Wadowic i zapewne nikt już nie będzie miał możliwości większej niż Jan Paweł II. Herb Wadowic umieszczono na ozdobnym kartuszu, pod który podłożono klucze mające symbolizować papieskie Klucze Piotrowe. Dzięki temu herb Wadowic zyskał wyraźną odrębność (co już samo w sobie dobrze wykorzystane może być walorem promocyjnym) i odróżniał się od praktycznie wszystkich herbów miejskich. Stał się widomym znakiem unikatowości Papieskiego Miasta, zrozumiałym na całym świecie.

Wprawdzie niektórzy heraldycy zgłaszali swoje pretensje, z reguły uzasadniane raczej przyjętymi przez nich samych i środowiskowy układ kryteriami, niż rzeczywistymi merytorycznymi mankamentami znaku, ale herb wytrzymał te ataki heraldycznej „politycznej poprawności” i przyjął się bardzo dobrze w powszechnej świadomości nieomal wszystkich, jako wyróżnik Wadowic.

Jednak zdecydowanie nie wszystkim taki stan odpowiadał, skoro Mateusz Klinowski – obecny burmistrz podjął się roli destruktora herbu istniejącego. Trudno uznać, że jego działania są jedynie dążeniem do zmiany, bez względu na to, jak je uzasadnia i jakimi „argumentami” podpiera. Oczywistym jest, że zmiana powinna następować na lepsze, gdy tymczasem propozycja burmistrza cofa najważniejszy symbol-emblemat miasta do epoki, która już słusznie minęła. Nowa propozycja formalnie nawiązuje do herbu sprzed 1992 r., acz jej stylizacja jest nieznacznie zmieniona. Podstawową nowością (czy może raczej starocią) jest herb w formie i układzie sprzed dodania kartusza i papieskich kluczy. Ot, jak za komuny. Wobec tego konkluzja, że intencją tych działań jest jedynie pozbawienie herbu wyraźnej odrębności w postaci papieskiego wyróżnika jest jak najbardziej uprawniona.

Mało tego, nowa stylistyka herbu, a dokładnie orła, nawiązuje do wyobrażeń szeroko znanych zwłaszcza w heraldyce niemieckiej. Piastowski półorzeł śląsko-wadowicki stał się w tej wersji prawie germański, jakby Wadowice kiedykolwiek cokolwiek wspólnego miały z Bundesrepubliką (bo o wcześniejszych wcieleniach niemieckiego państwa nawet lepiej nie wspominać). Nie wiadomo, czy ma to oznaczać ukłon w stronę Angeli Merkel, Fundacji Eberta wspierającej RAŚ i progresywnych samorządowców, czy może tylko oczekiwanie na niemiecką hegemonię w europejskiej Wspólnocie Narodów. Na pewno natomiast jest to wyraźna deklaracja laickości Wadowic i próba zerwania z ich papieską tradycją.

Czy jest jakiekolwiek sensowne uzasadnienie dla takiej zmiany, która już, ze względu na projekty, kosztowała wadowickich podatników kilkadziesiąt tysięcy złotych? Nie ma żadnego. Pozorne argumenty heraldyczne były już wałkowane wielokrotnie. Zawsze okazywały się mniej ważne, niż wyjątkowość Wadowic wśród innych polskich miast. Potwierdzili to nawet wybitni znawcy tej pomocniczej nauki historii, przyznając, że heraldyka jest nauką podobnie jak życie dynamiczną. Herby i inne symbole zmieniają się wraz z epokami i przyjętymi w nich formami rozwiązań graficznych. Ale rzadko cofają się w swych wersjach rozwojowych. W Wadowicach jest inaczej – tu burmistrz wstrzymuje historię i nawet próbuje ją cofnąć.

Czy historię da się wymazać gumką? Czy postacie historyczne mogą zniknąć z naszych dziejów? Komuniści próbowali udowadniać, że to możliwe, manipulując emblematami, wizerunkami, fotografiami i całą wiedzą. Wyraźnie do tej procedury nawiązuje wnuk ubeka. I jeśli w innych przypadkach jego działalności jest to bardzie zawoalowane, to w tym akurat, jest jak najbardziej wyraziste. Historia udowodniła, że to jednak nie wystarczy, że prawda przetrwa i powróci. Jana Pawła II nie da się wygumkować z historii Wadowic i nie da się wymazać z dziejów świata. Nie da się go wykluczyć, poprzez usunięcie herbowych kluczy. Zabiegi semantyczne czy manipulacje w sferze symboliki, poprzez usuwanie elementów przypominających o istnieniu i dokonaniach Polskiego Papieża – Wadowiczanina, są tyleż nieeleganckie, co żałosne. Zaprzeczanie faktom, poprzez likwidowanie wszelkich nawiązań do nich nie zdało egzaminu ani u Lenina, Stalina, ani u Hitlera i ich następców. Jak widać, edukacja w tej materii nie do wszystkich umysłów dotarła.

Cała nadzieja w Radzie Miejskiej – że nie da się ogłupić sofistyką i pseudoargumentami, tylko zagłosuje za wiernością dobrze rozumianej i dobrze służącej lokalnej społeczności tradycji. Że herb Wadowic nadal pozostanie wyjątkowym wyróżnikiem – dumnym herbem Królewskiego Wolnego, a także Papieskiego Miasta. Jedynym takim w Polsce.

Rada Miejska nie powinna się także zgodzić na przyjęcie nowego logo miasta Wadowice. To jest nieczytelne i jak najbardziej kwestionujące najbardziej widoczny znak Wadowic na całym świecie, mianowicie spuściznę Jana Pawła II. Nie do przyjęcia jest argument, że chodzi tu o uproszczenie – już widać w proponowanych rozwiązaniach graficznych dotyczących poszczególnych instytucji miasta, że tak naprawdę nie będzie możliwości nawiązania do jedynego prawdziwego znaku identyfikacyjnego Wadowic – czyli Jana Pawła II.

I tak już na koniec – zaproponowane przez Klinowskiego hasło: tu wszystko się zaczyna, dowodzi nie tylko nadmiaru ego u tego osobnika, bo sugeruje, że wraz z objęciem przez niego roli burmistrza miasta nastąpił zasadniczy przełom w mieście, ale jest ewidentnym odrzuceniem tego, co w mieście Wadowice było najistotniejsze – dziełem Jana Pawła II. To jest kolejny krok zdeklarowanego konsumenta marihuany w kierunku zahamowania rozwoju miasta.

Autorzy: Józef Brynkus, Michał Siwiec-Cielebon

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone