Poseł Brynkus > Aktualności > W Sejmie RP o walce o prawdę o Żołnierzach Wyklętych

W Sejmie RP o walce o prawdę o Żołnierzach Wyklętych

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Na zaproszenie posłów działających w Parlamentarnym Zespole Narodowo-Demokratycznym asystent posła dra hab. Józefa Brynkusa Michał Siwiec-Cielebon uczestniczył jako prelegent w konferencji poświęconej Żołnierzom Wyklętym – Niezłomnym.

Podczas spotkania przedstawił informacje na temat fałszowania przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki oraz aparatu partyjnego Polski Ludowej historii walk Polaków z hitlerowskimi i komunistycznymi okupantami. Impuls do zorganizowania spotkania dały zmanipulowane i fałszywe informacje i narracje dotyczące  m.in. działalności oddziałów podziemia niepodległościowego dowodzonych przez kpt. Romualda Rajsa „Burego” czy majora Józefa Kurasia „Ognia”, a także wielu innych.

Bezpośrednio po zakończeniu walki zbrojnej z podziemiem komuniści zdali sobie sprawę, że mimo pokonania militarnego podziemia, możliwego dzięki wielokrotnej przewadze sowieckich i polskojęzycznych wojsk i organów bezpieczeństwa, większość polskiego społeczeństwa nadal utożsamia się z pokonanymi patriotami. Podjęto zatem zmasowane działania w celu zohydzenia żołnierzy podziemia i zafałszowania wiedzy o faktycznym przebiegu zdarzeń.

Narzędzia propagandowe, które dotychczas wykorzystywali komuniści dla doraźnego przekazywania informacji i kształtowania bieżącej opinii, okazały się niewystarczające. Stąd w kilka lat po zakończeniu działań antypartyzanckich i antykonspiracyjnych przez siły reżimowe, pojawiła się inicjatywa opracowywania odpowiednio zestawionych relacji i wspomnień funkcjonariuszy, mających wykazać z jednej strony nieuchronność klęski podziemia, jako przedstawiciela minionego i złego porządku, który musiał zostać zniszczony, a z drugiej wykazać szlachetność i ideowość funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, którzy to zadanie realizowali.

W tych działaniach karabin czy pepeszę zastąpiła semantyka, czyli manipulacje dokonywane w sferze pojęciowej i znaczeniowej. Już wcześniej struktury wydziałów III w terenowych urzędach bezpieczeństwa, zajmujące się walką z polskim podziemiem niepodległościowym nazwano wydziałami do walki z bandytyzmem. Komuniści nie przejmowali się zupełnie faktem, że nazewnictwo to przypominało bardzo jednoznacznie nazwę podobnych struktur hitlerowskiego gestapo, zwalczających działalność niepodległościową Polaków w okresie II wojny światowej. Z tego nazewnictwa do powszechnego języka przeniesiono słowo „bandy” na określenie polskich oddziałów partyzanckich. Zrobiono i przez lata utrwalono to tak skutecznie, że wiele osób często nawet współcześnie bezrefleksyjnie używa go, nie zastanawiając się nad pejoratywnym wydźwiękiem.

W ślad za słownictwem poszły całe księgi, do współtworzenia których zaangażowano wielu funkcjonariuszy, ale także działaczy partyjnych i ideologicznie zaangażowanych historyków. Równolegle do publikacji całkowicie wypaczających obraz wydarzeń wydawano książki czy artykuły mające pozory prac naukowych czy popularno-naukowych, jednak także operujące prawdą wybiórczo i z zadaniem zmanipulowania wiedzy odbiorców. Korzystali oni z materiałów archiwalnych Służby Bezpieczeństwa, odpowiednio je, czy ich fragmenty dobierając, lub tylko wykorzystując opisane wydarzenia jako kanwę. Do historii hańby polskiej literatury pseudohistorycznej przejdą nazwiska takich autorów jak Władysław Machejek („Rano przeszedł huragan” w którym sfałszował zapiski z rzekomego pamiętnika „Ognia”), Stanisław Wałach („Był w Polsce czas…”, „Świadectwo tamtym dniom…” ale także skonfabulowane wspomnienia z rzekomej walki partyzanckiej „Stalowy chleb” i „Partyzanckie noce”), Józef Bratko („Dlaczego zginąłeś prokuratorze?”, „Gestapowcy”), Stefan Skwarek (m.in. „Na wysuniętych posterunkach”) czy Norbert Michta, na czele z osławionym Mieczysławem Moczarem, który w „Barwach walki” starał się zohydzić Brygadę Świętokrzyską NSZ. To właśnie tacy „historycy” tworzyli obraz historii przewidziany dla masowego odbiorcy.

Być może owa wydawnicza działalność indywidualna, jak choćby wymienionych wyżej aparatczyków, nasunęła funkcjonariuszom resortu spraw wewnętrznych PRL pomysł dalszej manipulacji. W latach siedemdziesiątych przystąpiono do pracy nad kompleksowym sfałszowaniem i zmitologizowaniem historii okresu tzw. walki o władzę ludową. W poszczególnych jednostkach wojewódzkich bezpieki rozpoczęto opracowywanie tzw. faktologii czyli charakterystyk, mających w założeniu zebrać większość informacji na temat każdej organizacji podziemnej, grupy zbrojnej czy struktury niepodległościowej walczącej przeciw władzy ludowej. Do opracowania tych „historiografii” zasadzono w większości wysłużonych, czasem już nawet emerytowanych funkcjonariuszy bezpieki cieszących się bezwzględnym zaufaniem ideologicznym. Mieli oni za zadania tak zestawić fakty i opis, aby jednoznacznie wykazać słuszność komunistów. W tym celu udostępniono im wszelkie archiwalne materiały operacyjne i procesowe, zgormadzone i wytworzone przez bezpiekę. I prawdopodobnie mieli być jednymi z ostatnich, którzy te materiały w oryginale mieli w rękach. Archiwa Wydziałów „C” były bowiem przepełnione teczkami, które z punktu widzenia bieżącej walki ideologicznej stanowiły już tylko balast. Prawdopodobnie zatem oryginalne archiwalia uległyby tzw. brakowaniu, a zachowane zostały by jedynie te fragmenty czy cytaty z nich, które tworzący „charakterystyki” funkcjonariusze uznali by za godne zapisania – oczywiście z punktu widzenia komunistów.

Konieczność mobilizacji wszystkich sił resortu do walki z „Solidarnością” spowodowała, że prace nad tworzeniem owych ubeckich historii przeciągnęły się aż do końca lat osiemdziesiątych i nie zostały całkowicie zakończone, a archiwaliów nie wybrakowano. Podczas przemian ustrojowych dla większości czynnych funkcjonariuszy najważniejsze było niszczenie akt ich bezprawnej i zbrodniczej działalności, nie mieli zaś czasu na niszczenie staroci. I tylko dlatego akta w większości przetrwały do dzisiaj. Ich lektura pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że większość stawianych polskiemu podziemiu niepodległościowemu zarzutów natury kryminalnej, nie wytrzymuje krytyki i jest zmanipulowana albo wręcz zmyślona, zaś incydentalne negatywne zdarzenia wyolbrzymiono do rangi działań masowych i regularnych. O tych zafałszowaniach świadczą dowodnie archiwalia bezpieki, która wyraźnie odróżniała – dla swojej wewnątrzresortowej wiedzy – działalność Żołnierzy Wyklętych od działalności pospolitych kryminalistów. Zresztą funkcjonariusze bezpieki sami nierzadko działalność grup kryminalnych kreowali, chronili względnie w niej uczestniczyli. A dla resortu korzystna była możliwość przypisania pospolitych przestępstw ludziom walczącym o niepodległą Polskę.

Zestawienie informacji zawartych w quasi-historycznych publikacji bezpieki z oryginalnymi zapiskami w zachowanych aktach dotyczących opisywanych wydarzeń, nakazuje daleko idącą ostrożność przy dawaniu wiary informacjom o rzekomych zbrodniach podziemia niepodległościowego. Wszelkie takie „rewelacje” powinny być szczegółowo badane i weryfikowane. A przykładami bezpiekowskich manipulacji mogą być właśnie sugestie rzekomych zbrodni oddziałów kpt. „Burego”, mjra „Ognia” czy chociażby walczącej na Ziemi Wadowickiej Grupy Operacyjnej „Burza” dowodzonej przez porucznika Mieczysława Wądolnego „Granita” „Mściciela”.

Dyskusja jaka wywiązała się po przedstawieniu posłom informacji o dezinformacyjnych działaniach bezpieki wobec historii Żołnierzy Wyklętych pokazała, jak bardzo ważne jest poszukiwanie prawdy i badanie materiałów archiwalnych. Odkłamanie historii i przestawienie prawdziwej wiedzy jest jednym z najważniejszych działań dla ukształtowania świadomości narodowej Polaków.


Opublikowano przez Biuro Poselskie dra hab Józefa Brynkusa

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone