Poseł Brynkus > Aktualności > Aktualności > Kaczyńskiego manipulacje z konstytucją – projekt 7-letniej kadencji Prezydenta RP

Kaczyńskiego manipulacje z konstytucją – projekt 7-letniej kadencji Prezydenta RP

Na początku uwaga dotycząca konstytucji uchwalonej w 1997 r. Jak wielokrotnie mówiłem i pisałem uważam, że jest to zła konstytucja, która wymaga całkowitej przebudowy, a najlepiej uchwalenia dla Polski całkiem nowej konstytucji i przyjęcia jej przez cały naród w drodze referendum. To jednak nie wchodziło i nie wchodzi w grę przy rządach tzw. Zjednoczonej Prawicy. Ona – a zwłaszcza jej hierarchia nigdy nie zgodzi się na rozwiązanie proponowane przez Ruch Kukiz15, że najważniejsze sprawy w Polsce […]

Na początku uwaga dotycząca konstytucji uchwalonej w 1997 r. Jak wielokrotnie mówiłem i pisałem uważam, że jest to zła konstytucja, która wymaga całkowitej przebudowy, a najlepiej uchwalenia dla Polski całkiem nowej konstytucji i przyjęcia jej przez cały naród w drodze referendum. To jednak nie wchodziło i nie wchodzi w grę przy rządach tzw. Zjednoczonej Prawicy. Ona – a zwłaszcza jej hierarchia nigdy nie zgodzi się na rozwiązanie proponowane przez Ruch Kukiz15, że najważniejsze sprawy w Polsce podejmuje naród w drodze referendalnego głosowania. No bo, jaka byłoby w tym systemie rola szefa rządzącej partii?? Byłby tylko organizatorem takiego referendum. A przesadne ambicje obecnej władzy na to nigdy nie pozwolą.

Dlaczego więc Kaczyński rzucił projekt wydłużenia kadencji obecnego Prezydenta RP i pozbawienia go możliwości kandydowania na kolejną??

Niestety Kaczyńskiemu nie chodzi o Polskę, Polaków – ale tylko o władzę. I w tym podejściu obojętne jest mu jakie decyzje będzie podejmował byleby ją utrzymać. Jego zachowanie budzi konsternację nie tylko wśród takich szczerych zwolenników jego partii nieznających niuansów podejmowania decyzji (jakieś polityczne gierki) i niezainteresowanych nimi, byleby tylko PiS był przy władzy. I są to ludzie niekoniecznie „kupieni” przez Kaczyńskiego 500 + czy 13-ą emeryturą, a także iluzorycznymi korzyściami z PiT-u – czyli młodzi do 26 roku życia. Ale w tej grupie są też szczerze nienawidzący POpaprańców i ślepo ufający w argument, że POpaprańcy doprowadzili przez np. karuzele vatowskie (choć na te nie ma tak naprawdę większych dowodów – bo ilość aresztowanych, a tym bardziej skazanych jest wręcz mikra) bądź wyprzedaż polskiego majątku obcym (tu już dowodów znalazłoby się więcej) do ruiny w Polsce. Gierki doraźne Kaczyńskiego nie przeszkadzają w ogóle tym ze zwolenników PiS-u, zwłaszcza członkom partii, którzy mają z władzy swojej partii jakieś frukty. Im wcale nie przeszkadza, że trzeba niemal co chwila zmieniać stanowisko, bo poglądów nie muszą, gdyż ich nie mają. Jedyny problem w tym, że ci frukciarze muszą niekiedy staną przed kamerą i powiedzieć to co im partyjny przekaz nakazuje. Byleby jednak dotrwać do końca kadencji, załapać się na dobre miejsce na liście w kolejnej i brać co się da. Polska się nie liczy.

Jarosław Kaczyński rzuca do sejmowej maglownicy projekt Gowina (???) przepoczwarzony trochę przez ludzi PiS-u. To jest dalszy etap czołgania wysokiego Jarosława, na które ten na razie potulnie się zgadza, za cenę fruktów dla jego partii Porozumienie i ludzi tej partii, którzy poobsadzali różne ministerialne stołki i nie chcą się z nich „odspawać”. Dowodem na to jest nie tylko objęcie stanowiska wicepremiera przez Jadwigę Emilewicz, ale też świeża kandydatura na Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego posła Porozumienia Murdzka. Nikt w środowisku naukowym tej postaci nie zna. Zresztą Murdzek pewnie też o nauce i szkolnictwie wyższym niewiele wie. Lepszy przecież byłby na tym stanowisku – z punktu widzenia założeń reformy Gowina – Piotr Dardziński, który był jednym, z forsujących w Sejmie tę ustawę. Ale Dardziński ma niezłą fuchę w postaci dyrektorowania Sieci Badawczej Łukasiewicz, z czego ma niezłe pieniądze, bezpieczeństwo na urzędzie i nie chce mu się przejmować takiego gorącego kartofla jak nauka i szkolnictwo wyższe. Ale być może jego postawa świadczy też o celach reformy Gowina – frukty. Ale tak jak napisałem na wstępie tego akapitu. W odpowiednim momencie Gowin uderzy w Kaczyńskiego i wcale nie za przejęcie jego (???) pomysłu wydłużenia kadencji Prezydenta RP do 7 lat, ale za upokorzenie w ławach sejmowych, gdy Prezes Kaczyński ostentacyjnie zignorował i cały świat to widział – próbę przywitania się z nim prze szefa Porozumienia. Podobnie ostentacyjnie zachowali się inni członkowie PiS.

Ale projekt wydłużenia kadencji rzucony teraz przez Kaczyńskiego uderza także w Prezydenta Andrzeja Dudę. Pokazuje mu miejsce w szeregu. Tu może być podobnie, jak w przypadku sytuacji Gowina. Na razie Prezydent Duda się nie wypowiedział. Widzi jak jest poniewierany. To nie jest komfortowa sytuacja. Prezydent Duda jest młodym jeszcze człowiekiem i z pewnością ma ambicje. Wcale nie jest pewne, że przejmie schedę po Jarosławie Kaczyńskim w PiS. Tu konkurentów ma sporo: Morawiecki, Ziobro, a teraz TVPis wykreował jeszcze Szumowskiego.

Politycznie Kaczyńskiemu na dłuższą metę nic z tego projektu wydłużenia do 7 lat kadencji Prezydenta RP nie przyjdzie. Narobił sobie wrogów niemal wszędzie w swoim obozie. A zwolenników nie pozyskał – wydłużenie kadencji wcale nie wzmocni pozycji PiS-u w kolejnych wyborach, gdyby odbyły się w terminie przewidzianym w konstytucji. Polska nie zdąży jeszcze wylizać gospodarczych ran po koronawirusie i zwycięstwo PiS-u wcale takie pewne nie będzie.

Teraz tylko pytanie czy projekt uda się przepchać w Sejmie. Tu sytuacja wydaje się być łatwiejsza. Jak się nie uda, to odpowiedzialność za majowe wybory trzeba będzie zrzucić na Popaprańców i postkomuchów. Jak się uda, to niby jest dwa lata spokoju, ale rany odniesione w czołganiu Gowina i Prezydenta Dudy nie zabliźnią się tak łatwo.

Trzeba jednak Prezesowi Kaczyńskiemu jedno przyznać. Posiada wielką zdolność nie tylko mieszania w polskiej scenie politycznej, ale też wielką zdolność przykrywania dużych spraw małymi. Mało prawdopodobne jest jednak to, że na ten projekt zgodzi się wymagana większość sejmowa. Głosowanie zdalne może znowu Prezesowi Kaczyńskiemu pomóc – jakiś jego poseł, może kilku straci nagle łączność z Sejmem i nie weźmie udziału w głosowaniu. A przykrywka w postaci projektu wydłużenia kadencji prezydenta do 7 lat może się przydać. Bo efekty doraźne w postaci zamieszania politycznego przesłonią te niewygodne sprawy, które mogłyby w Sejmie niekoniecznie przejść po cichu. Są to procedowane ustawy przeciwdziałania eugenicznej aborcji, penalizacji wychowania seksualnego czy ustawy sprzeciwiającej się konsekwencjom JUST Act – 447.

Fot. Krzysztof Sitkowski/KPRP