Poseł Brynkus > Aktualności > Aktualności > Antyhistoryczna polityka podwładnych ministra Glińskiego

Antyhistoryczna polityka podwładnych ministra Glińskiego

Resort kultury i dziedzictwa narodowego od wielu lat nie umie – a może po prostu nie chce – przypomnieć o jednej z tragedii z lat II wojny światowej. Mowa o wysiedleniach kilku milionów Polaków z ziem włączonych przez niemieckich okupantów do III Rzeszy. Ani ministerstwo, ani Polski Instytut Sztuki Filmowej nie znalazły w ciągu kilkunastu lat sposobu na realizację zapowiadanego jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku filmu – lub cyklu filmów – mającego przypomnieć o losach wysiedlonych. Podobnie skuteczną „niemoc” okazują urzędnicy od kultury w przypominaniu o tragedii Polaków zamordowanych w obozach koncentracyjnych. Ba, w tej ostatniej dziedzinie urzędnicy podlegli resortowi kultury okazują wręcz moc… próbując cenzurować prawdę o swoich błędach.

Przez kilkadziesiąt lat od zakończenia II wojny światowej o tragedii prawie dwu milionów Polaków, wypędzonych ze swoich domów i rodzinnych miejscowości nie mówiono wcale, lub tylko zdawkowo kwitowano ten fakt przy okazji oficjalnych rocznic i obchodów. A przecież akcja brutalnych wysiedleń dotknęła Polaków ze Śląska, zachodniej części Małopolski, regionu łódzkiego, Wielkopolski i Pomorza. Wielu tysiącom rodzin a kilku milionom ludzi zdruzgotano życie, pozbawiając ich dotychczasowej egzystencji, majątku, bardzo często zdrowia a w efekcie wielu spośród nich w ogóle życia. Te niemieckie wypędzenia dotknęły również m.in. kliku tysięcy mieszkańców dzisiejszych powiatów: bielskiego, żywieckiego, oświęcimskiego, suskiego i wadowickiego.

W początkach XXI w. zdawało się, że coś wreszcie w tej materii drgnęło, gdy publiczna TVP podjęła działania mające zaowocować powstaniem kilkuodcinkowego serialu o tej tematyce i jeszcze w 2008 roku rozstrzygnięto konkurs na scenariusz i miano rozpocząć nagrywanie filmu. Niestety, pod rządami oświeconej i proniemieckiej PO pomysł zamarł i wkrótce później umarł, a obecnie minister Gliński zasłania się „skomplikowaną sytuacją prawną” dotyczącą praw autorskich do scenariusza, równocześnie wskazując, że za rozstrzyganie konkursów na produkcje filmowe odpowiedzialny jest Polski Instytut Sztuki Filmowej oraz sama TVP. Natomiast prezes TVP Jacek Kurski przyznał, że samej telewizji publicznej nie stać na wyprodukowanie wysokobudżetowego filmu czy cyklu, a ze względu na procentowy podział praw autorskich do scenariusza pomiędzy dwóch współautorów nie zdołano sfinalizować nawet nabycia tych praw dla TVP.

To w efekcie tak właśnie realizowanej przez resort polityki można było w TVP zobaczyć całkowicie zakłamującą prawdę o latach II wojny światowej niemiecką produkcję „Nasze matki, nasi ojcowie”, słusznie przez Polaków natychmiast sparafrazowaną na „Nazi matki, nazi ojcowie”, ale nadal nie można obejrzeć filmu pokazującego tragedię wojny z perspektywy zwykłych obywateli, prześladowanych nie za to, że  stawiali opór czy walczyli z bronią w ręku, ale po prostu za sam fakt bycia Polakami.

Za to podlegli ministrowi Glińskiemu urzędnicy, odpowiedzialni – a może po prostu nieodpowiedzialni – za pamięć o tragedii ofiar obozów koncentracyjnych, czują się na tyle pewni swoich praw do osądzania, kto jest, a kto nie jest uprawniony do upamiętniania ofiar KL Auschwitz, że postanowili zakneblować prawdę za pomocą… sądowego zakazu upowszechniania.

Dyrekcja Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau złożyła do sądu wniosek o zakaz rozpowszechniania informacji o kulisach obchodów rocznicy zajęcia KL Auschwitz przez armię sowiecką i Sąd Okręgowy w Krakowie wydał postanowienie o takim zakazie, jako rzekome „zabezpieczenie ochrony dóbr” Dyrekcji PMAB. Takich numerów nie robiono nawet za komuny.

Postanowieniem tym Elżbiecie Rybarskiej, prezes Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych, ale także innym osobom niezadowolonym z działań pracowników resortu kultury odpowiedzialnych za politykę historyczną dotyczącą b. obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, zakazano informowania mediów i kogokolwiek innego o zarządzanych przez dyrektora Piotra Cywińskiego działaniach wobec niektórych uczestników uroczystości upamiętniających ofiary Auschwitz: przeszukiwaniu jak przestępców przy wchodzeniu na teren PMAB, utrudnianiu wnoszenia polskich flag na teren byłego obozu oraz ograniczeniu prawa do śpiewania polskiego hymnu narodowego, nie dopuszczaniu do udziału w obchodach wśród oficjalnych delegacji oraz stawianiu za metalowymi barierkami i pilnowaniu przez policjantów z psami. Ot, jakby to był prywatny folwark pana dyrektora.

Jeżeli pracownicy resortu kultury będą nadal prowadzili politykę historyczną takimi metodami, to nic dziwnego, że „nazi matki i nazi ojcowie” będą kształtować w oczach świata opinię o Polakach , kreując siebie na ofiary II wojny światowej.

dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP